LGBTQ+ & KK czyli kampania „Przekażmy sobie znak pokoju”

Widzieliście już plakaty kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju” – dwie dłonie w uścisku, na jednej tęczowa bransoletka, a na drugiej różaniec? Tęcza jako symbol osób LGBTQ+, osób popierających czy utożsamiających się z tą grupą społeczną. A z drugiej strony różaniec jako znak osób należących do KK, utożsamiających się w wiarą i nauczaniem KK.

Nie do końca rozumiem ten znak i nie bardzo trafia do mnie jego przesłanie. I nie dlatego, że mam cokolwiek przeciwko osobom LGBTQ+, czy przeciwko podawaniu ręki komukolwiek. Idea jakże słuszna, ale moim zdaniem wylewa dziecko z kąpielą.
Nie mam nic przeciwko podawaniu ręki, znajomości, przyjaźni czy po prostu obecności osób LGBTQ+, żeby było jasne. Nie podoba mi się natomiast przeciwstawianie osób LGBTQ+ osobom „noszącym różańce”. Bo to by znaczyło, że w KK nie ma osób homoseksualnych czy trans-płciowych, albo wśród LGBT nie ma osób wierzących czy należących do Kościoła. Moim zdaniem ten plakat utwierdza w przekonaniu, że KK i LGBTQ+ stoją po przeciwnych stronach, jako oponenci. Że możemy tylko ze sobą walczyć lub podać sobie rękę na znak pokoju (po walce?)
A podział nie jest przecież taki prosty.
W kościele katolickim są osoby homoseksualne, trans-płciowe, biseksualne, a wśród zwolenników LGBTQ+ są osoby wierzące. Nawet jeśli nie wszyscy się do tego przyznają. Bo to rozdarcie nie biegnie wzdłuż ulic, czy chodników podczas marszów równości tylko wewnątrz człowieka. W kościele są osoby LGBTQ+, bo gdzie miałyby być? To takie dziwne, że serce szukające miłości lgnie do Boga? Dawcy Miłości absolutnej, darmowej, nieskończonej? W serce człowieka wpisana jest tęsknota za taką miłością, bez względu na orientację, kolor skóry, narodowość, płeć, czy zawód. To jak każdy odpowiada na tą tęsknotę, na to wezwanie Miłości to indywidualna sprawa, ale nie możemy nikomu odbierać prawa do jej poszukiwania.
Nie ma ludzi dobrych i złych, tych „tęczowych” i tych „różańcowych”. Są po prostu ludzie, stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, wszyscy. Wszyscy szukamy, błądzimy. Nie zawsze tak samo. Ale ostatecznie wszyscy pragniemy miłości, akceptacji i szacunku.

Autor

TeDeo.pl

Nazywam się Joanna Lewicka. Jestem teologiem. Jestem też żoną jednego męża, mamą trójki dzieci, doktorantką, po trochę kucharą, gospodynią, dekoratorką wnętrz, pielęgniarką i menadżerem domowym. Lubię ciepłą kawą, miękkie swetry, książki, wschody słońca, wypieki domowe, lubię sprawiać innym radość, lubię wszelkie DIY. Jednego dnia czytam teologiczne artykuły, za chwilę szyje sukienki dla barbie, smażę naleśniki i zaklejam zdarte kolano. To wszystko czasami niemal jednocześnie. A od teraz jestem również blogerką :) Dziękuję mojemu mężowi, bo bez niego nie mogłabym tego wszystkiego pogodzić. To on jest moją inspiracją, motorem działania. Wielkie podziękowania należą się też dobremu Bogu, bo ostatecznie to On jest źródłem i celem. Zapraszam Cię w podróż po moim miejscu w sieci, po moim blogu. Ta podróż to jedynie fragment drogi, na końcu której wszystko i tak zmierza do Domu, w ramiona Miłości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.